niedziela, 10 lutego 2013

Płacz, maleńka, płacz... Albo nie?



Jesteśmy pieprzonymi smutasami.


Nie wiem, ile obecnych tu osób mogłoby zaprzeczyć, powiedzieć "Nie pieprz, humor mam zawsze, a jak gorszy, to staram się go nie okazywać- uśmiechem...". No to ja powiem tak- nie uwierzę.
Przeglądam w myślach dość długą listę znajomych, od tych, których znam przynajmniej jako tako, do tych, o których mogę powiedzieć prawie wszystko. Osób, które nie okazują złego humoru, nie smucą się przynajmniej raz na jakiś czas, mają banana na twarzy, mogę wymienić... trzy? Może cztery, pięć, jakbym się zadumała bardzo głęboko i przeglądała wirtualną listę w głowie przez następną godzinę.

Dołuje nas przynajmniej jedna rzecz dziennie. Szybki rachunek sumienia- kiedy ostatnio przeżyłaś/ przeżyłeś dobę bez żadnego spadku humoru, zdenerwowania, smuteczku pełnego melancholii? Nawet najdrobniejszego? Hmm? Też nie potrafię sobie przypomnieć.

Cholera wie, skąd to się bierze. Ja, na przykład, dzisiaj rano miałam tyle energii, że hej! Słoneczko świeciło, w zimowym płaszczu gotowałam się niemiłosiernie, ale nic to! Uśmiech na twarzy był, nawet pod nosem nie sarkałam, kiedy przyszło mi obierać ziemniaki czy zmywać po wszystkich naczynia. Nic to, powiadam! Słońce świeci! Wolne! Pięknie jest!

Potem zaś... Uśmiech stopniowo znikał mi z twarzy, ramiona opadały, usta drgały w nerwowych grymasach i wywijały się drapieżnie, ukazując rząd syczących od jadu kłów. Nie szło się ze mną dogadać, a na sugestię, żebym upiekła babeczki, prawie rzuciłam talerzem z obiadem. Ba dum tss, tak oto skończył się mój dobry humor.

Dlaczego? Bo nie mamy tendencji do utrzymywania dobrego nastroju. Jeśli akurat nie stało się coś cudownego- mała szansa, że zaciesz utrzyma się cały dzień. Chyba że jesteś kosmitą. Albo nie pochodzisz z Polski. Albo nie jesteś mną.

Tak w sumie to mnie to męczy. Męczy mnie smutek, niechęć, obojętność. Mętne spojrzenie i uśmiech jak w krzywym zwierciadle. No ku***! DOŚĆ!

Nie potrafimy być szczęśliwi. Bo czekamy na okazję, na lepsze czasy, na spełnienie marzenia, dojście do celu. Bo będziemy szczęśliwi, jak odhaczymy punkty na naszej Liście Życiowych Priorytetów, Które Sprawią, Że Moja Nędzna Egzystencja Nagle Nabierze Barwy. Nie wcześniej. I śmiać mi się chce pod nosem- bo czy to, że będziemy 5 kilogramów szczuplejsi, zmieni nagle naszą psychikę? Sposób myślenia? Wywoła uśmiech na twarzy? Y-y?

Myślę, że powinniśmy się nauczyć radości z życia takim, jakim jest. Ja powinnam przede wszystkim. Bo ta moralna gadka to przecież- z autopsji. Bo to nie kazanie, nie grożenie palcem; "Bo wy to jesteście tacy i śmiacy, zmieńcie się". MY jesteśMY- ja jestem. Moglibyście mnie w tym miejscu wyśmiać. Możecie to zrobić. Możecie powiedzieć "Okej, spróbuję, ale TY zaczęłaś. No to jedziesz z koksem, maleńka.".

No to... Jadę z koksem.
Uśmiech na pyska i hejże ho! W dalsze życie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przybyłam, zobaczyłam, napisałam.
Za każdą opinię Bóg Ci zapłać, czytelniku moich wypocin.